środa, 18 października 2017

Jesienna druga

Czasem jedna zakładka nie wystarczy, by nacieszyć się zestawieniami kolorów. Wtedy powstaje kolejna ;)
Tym razem też tak było. Druga zakładka w kolorycie jesiennym jest, jak to się mówi, podobna, ale inna. Jak czasem mi się zdarza, nie zaczynałam haftowania od narożnika, czy od dołu, tylko od któregoś ze środkowych pasów. A potem już szło dalej w obie strony, więc nawet jakąś oś symetrii da sie wypatrzeć. Kiedyś, dawno robiłam zakładki ze skośnymi paskami, ale ta jest jednak inna. A ponieważ pogoda za oknem przepiękna, pasuje jak ulał. I w sumie tylko żal, że nie można jej sfotografować na jakiejś jesienno-kolorowej połoninie czy hali. Wystarczyć muszą chwilowo delikatne wrzosy w skrzynce na parapecie.


Pozdrawiam wszystkich jesiennie :)

niedziela, 15 października 2017

Jesienna pierwsza

Pierwsza w tym roku.
Patrzyłam sobie na te nici, patrzyłam i im dłużej patrzyłam, tym bardziej mi się podobały.
No to zaczęłam się nimi "bawić".
I wyszło tak:


Tak nie do końca wiadomo jak ułożone są paski, prawda? Ni to w skosie, ni to w poziomie. Kolory są soczyste i jesienne, co chyba nie do końca jest widoczne na ekranie komputera. Zakładka naprawdę optymistyczna, łapiąca to co jesienią najpiękniejsze: słońce i kolory.
A ponieważ kolejny tydzień zapowiada się ciepły, możemy z tym optymizmem spojrzeć w przyszłość :)

I można też zajrzeć do Mii, która ogłosiła urodzinowe Candy → banerek po prawej...

czwartek, 12 października 2017

Turkusowo inaczej

Większe rozmiary, kolory nieco inne - i ten turkus nabiera zupełnie innego charakteru. :)
Teraz to już raczej chyba no, nie morze - ewentualnie baaaardzo zatłoczona plaża :).

A tak na serio to po prostu zabawa kolorami (i wykorzystywanie resztek).


Inaczej umieszczona tasiemka (teraz już jest wyprasowana) też nieco zmienia widok. Spodobały mi się te niebieskości bardzo. I ten błękit jak włoskie niebo. Ach!

niedziela, 8 października 2017

Śliwki w sieci

Taki mi się dziwny tytuł wymyślił. :)

Kilka razy pokazywałam na blogu zakładki czy zawieszki wyglądające jakby były ubrane w siatkę. Zrobiłam kolejną zakładkę w tym stylu. Ale oczywiście zawsze ciut inaczej.

Tym razem motywem była chęć zużycia rozmaitych różowych nitek. Jednak jakoś nie przemawiała do mnie wizja wielu różowych krzyżyków, nawet gdyby miały być to różne odcienie tego różu. Pomyślałam więc o  metodzie haftowania "siatką", pamiętając że daje ciekawy efekt trójwymiarowości. Róże poszły zatem na tło. Po wykonaniu całości tła zakładka wyglądała tak:


Widać utkaną siatkę spodnią, a w prawym dolnym rogu widać też już, że zaczęłam haftować siatkę wierzchnią. Całość prezentuje się zaś następująco:


 Zasadniczo wierzch jest ciemnofioletowy, ale haftowałam w wiekszości nitką cieniowaną, więc nie jest to jednolity kolor. Różowokolorowe tło ładnie przebija spod spodu. Całość jest dość spokojna, podoba mi się. Taka zakładka wygląda na bardzo uporządkowaną, a jednak ma w sobie trochę fantazji. :)

A ja dodatkowo cieszę sie, że udało mi się kilka zakładek zrobić wreszcie (tak, coś jeszcze mam już w zanadrzu).

środa, 4 października 2017

Turkusowa plaża

Pod koniec lata bawiłam się kolorami morza. Wyszła z tej zabawy między innymi taka zawieszka. Każda strona nieco inna. Jestem zadowolona z niej bardzo (w tym kształcie powstało kilka zawieszek) i podoba mi się efekt, jaki daje kontrast między "treścią" a jasną obwódką scalajacą obie strony.

Zawieszka jest w sumie niewielka, bok kwadratu ma jakieś 3-3,5-4  cm. I wbrew pozorom można nawet mówić o bogactwie kolorów (albo odcieni, jak kto woli).
Pozdrawiam ze wspomnieniem morza :)

poniedziałek, 2 października 2017

Babie lato

Lubię ostatnie dni września i początek października, gdy wraca słońce, ale powietrze pachnie już jesienią. Kolorowe liście zaczynają się sypać pod nogi. Kiedy dzieci chodziły do podstawówki, robiłam zapasy suszonych liści - były w sam raz na chwile, gdy ciemną nocą przypominało się któremuś, że "pani kazała..." :)  A teraz rozsądek mówi "Nie podnoś" :). Staram się też nie zbierać za wiele kasztanów, lecz zawsze mnie kuszą te połyskliwe kule na ziemi. W tym roku postanowiłam spróbować wyhodować własny kasztanowiec. Tzn. zacząć. Zobaczymy, czy mi coś wyrośnie...


W ten wczesnojesienny klimat dobrze wpisała się nowa zakładka. Plan początkowy był zupełnie inny, ale jakoś tak wyszło, że pojawiły się nowe kwiaty. Przesunięcie względem osi jest zamierzone :)

 I jeszcze zdjęcie z moimi piątkowymi zbiorami. Jarzębina bardzo dekoracyjna, choć żałuję, że ta duża kiść jest bardziej pomarańczowa niż czerwona.



sobota, 30 września 2017

Wzruszające zakończenie dnia

To było w czwartek.
Późny wieczór.
Zdążyłam zapomnieć, że umówiliśmy się ze znajomym, kiedy zadzwonił, że może jednak wpadnie.

Miał odebrać ksiązkę i rzeczywiście to zrobił.

Ale najpierw dostałam prezent.
Mój własny wiersz Jerzego Struka, poety i filozofa - jeszcze nieopublikowany w żadnym tomie.
Nie jest to oczywiście wiersz o mnie, ani napisany specjalnie wyłącznie dla mnie - dla mnie został wybrany.

Mam nadzieję, że da się przeczytać po powiększeniu fotografii.



I dostaliśmy też najnowszy tom poezji Jurka. Taki do smakowania. Bardzo bogaty.
Trudno mi opisać to poczucie niezasłużonego obdarowania.


Jeżeli lubicie poezję śpiewaną, wyglądajcie koncertów zespołu Arete :)


(lubie ten teledysk - też dlatego, że tyle w nim znajomych osób występuje :) - chyba to już nawet pisałam kiedyś)

czwartek, 28 września 2017

Mała

Oczywiste jest, że zdjęcia często nie pokazują właściwych proporcji fotografowanych przedmiotów.
Brązowa zawieszka jest niewielka. Ot, został taki kawałeczek kanwy...


Jak widać wykonana została metodą "kocykową" i wygląda jak utkana. Trochę nierównomiernie, bez żadnej symetrii. Taki jej urok :)

Zauważyłam, że zawsze znajduje się ktoś, kto lubi szczególnie brązy czy pomarańcze i takie kolory zawieszek też mają powodzenie, choć chyba generalnie rzadziej powstają.


A jak brązy to sierpniowe wspomnienie bieszczadzkie :).



 W Bieszczadach zawsze zachwyca mnie widok gór po sam horyzont. Jak w piosence "Góry i góry, nic więcej nie trzeba..."
Górne zdjęcie to widok z Połoniny Caryńskiej na gniazdo Tarnicy i Ukrainę, dolne z Rozsypańca na Połoninę Bukowską i Ukrainę.
 

wtorek, 26 września 2017

Dopiero poleci

Ta zawieszka dopiero poleci w świat - jest już przeznaczona dla konkretnej osoby. Pastelowa i abstrakcyjna. Długo bardzo powstawała, bo trafiła na okres moich wyjazdów i rozmaitych zajęć zaprzątających umysł tak bardzo, że nie było czasu i sił na pracę rąk. To zadziwiające swoją drogą, że jednak nie da się zamknąć tego haftowania do czystej czynności mechanicznej. Może to właśnie jest ten "element twórczy"?


Tak z zupełnie innej strony: w ostatni a deszczowy dzień naszego pobytu w górach, dzień po "trasie roku" (pewnie napiszę jeszcze), zawędrowaliśmy na cmentarz na Pęksowym Brzysku. Bardzo, bardzo dawno tam nie byliśmy i muszę powiedzieć, że było to duże przeżycie, właściwie nie wiem czemu. Może dlatego, że rzadko się zdarza, by na tak niewielkiej przestrzeni tak wiele pochowanych osób było mi w jakiś sposób bliskich - autorzy książek, bohaterowie opowieści, ktoś kto się przyjaźnił z kimś, kogo znam, ktoś kogo znałam w dzieciństwie... Ale przecież nie pierwszy raz tam byłam...

niedziela, 24 września 2017

Łaciata

Ciekawe, ile osób widząc tytuł pomyślało, że to o krowie będzie :D.

A tymczasem nie o krowie, tylko o nowej zakładce.

Wreszcie.

Podejrzewam, że już mało kto pamięta (albo wie), że ten blog zaczął się od zakładek, a zawieszki to miał być tylko taki epizod.

Inspiracją dla tej łaciatej zakładki były... rozmaite witraże, które w dużych ilościach oglądaliśmy w tym roku w różnych miejscach. Nie zgadlibyście, prawda? Dawno już wymyśliłam sobie taką witrażową, ale abstrakcyjną,  zakładkę. Jak wiadomo witrażowe szybki osadzone są w stelażu z odpowiedniego stopu metalu, stąd charakterystyczne obwódki dookoła szklanych elementów. Próbowałam tak zrobić i tu, ale nie podobało mi się i sprułam. Zostały więc same łaty. Tonacja granatowo-niebiesko-morsko-zielonkawo-błękitna.
 

Długo powstawała ta zakładka, podróżowała ze mną, po drodze nawet wyhaftowałam kilka zawieszek. No ale jest i cieszy mnie bardzo. Nosi w folderze numer 230. Czyli ciągle zakładek zrobiłam jednak więcej niż zawieszek (zwłaszcza, że początkowo nie zrobiłam niestety zdjęć zakładkom) - uff.

A swoją drogą... ładnie wyglądałyby tak ubarwione krowy na pastwiskach, prawda?

piątek, 22 września 2017

Podobno jesień

Tak mnie poinformowała dziś wyszukiwarka Google.
Jakoś jako pierwszy dzień jesieni mam zakodowany 23 września, ale co tam, niech im będzie :). Wiem, wiem, to astronomicznie tak. (Oczywiście wiem, ale i tak daty z dzieciństwa w głowie tkwią).
Zatem nieco na przekór astronomii, zgodnie z zaokiennym słońcem, zawieszka w zieleniach i złocie.


Taka jakby troche rozmyta, nie do końca wyraźne są te odcienie zieleni. Może pasują do jesieni?

I jeszcze jedna pocztówka z gór. To zdjęcie ustawiłam sobie dziś na pulpicie. Widok z podejścia na Czerwone Wierchy od strony dol. Tomanowej. Najwyższy trójkąt na środku to Starorobociański Wierch.



I tu jeszcze nie wieje! Co widać po grzecznie stojących trawach. Wyżej urywało głowy... (ale kozicom to nie przeszkadzało).

Wypadałoby odnotować, że w tym roku chodziliśmy po górach w układzie  2→→2→→→1→  i doszłam do wniosku, że Najstarsza z Kamzików powinna być nazywana Superkamzikiem....


środa, 20 września 2017

Odejście od schematu

No, może raczej częściowe odejście?
Powoli dochodzę do końca zestawu zawieszek z tej serii (oczywiście tego co do tej pory zrobiłam, przypuszczam, że jeszcze sie pojawią, oj pojawią). Staram się pokazywać je konsekwentnie chronologicznie - jestem już przy końcu lipca :D. Jak widać ze zdjecia znudziło mi się w końcu tło napisu i "poszalałam". Efekt całkiem całkiem. Podoba mi się kolorystyka tej zawieszki i podoba mi się też odmienność "przodu" i "tyłu" (albo left/right). Zastanawiam się, kto jej teraz używa...


Zabrałam się za kolejne porządki w mulinach, tych starych i bardzo starych, nieopisanych numerami, odziedziczonych po kuzynkach i siostrze mojej Teściowej... Zastanawiam się, dlaczego tyle odcieni różowego w tych starociach (na szczęście nie tylko). Takie różowości niekoniecznie są strawne solo, jednak całkiem ładnie wyglądają połączone z rozmaitymi odcieniami wrzosu i fioletu. Przynajmniej jak leżą ponawijane na bobinki. Coś z tego wyjdzie ciekawego na pewno... Moje wrzosy na balkonie też już coraz śmielej (acz wciąż nieśmiało) kwitną - pierwszy raz przechowały mi się wrzosy przez zimę. Hm. Zakładka z gałązką wrzosu? To byłoby piękne... Może kiedyś sie uda :)

PS. Teściowa ciągle używa zakładki, którą ode mnie dostała gdzieś w 2012 albo 2013 r. Wiecie jaka to satysfakcja?? (Ta zakładka jest na zbiorowym zdjeciu w szóstym wpisie na tym blogu i zadziwia mnie jak bardzo inne rzeczy teraz robię!)

poniedziałek, 18 września 2017

Z motylkiem

Chodzenie po górach ma ten jeden skutek uboczny, że po porządnej wyprawie człowiek nie ma siły na nic. Tzn. umyje się, coś zje i marzy o łóżku. I z tego właśnie powodu dopiero teraz wstawiam drugą górską pocztówkę, którą tak bardzo chciałam Wam pokazać.


W górach wszystko dzieje się szybko. Człowiek patrzy z zachwytem w jedną stronę, a w tym czasie z z tyłu dzieją się takie cuda. Konkretnie patrzyłam od południa na Mięguszowieckie szczyty górujące łagodnie (sic!, to różnica wysokości sprawia) nad lustrem Wielkiego Hinczowego Stawu, a za moimi plecami w grani Baszt odbywał się taki spektakl!

A tytułowy motylek?
Motylek, czy też motylkowy motyw znalazł się na jednej z zawieszek.


Muszę jednak przyznać, że z daleka wygląda jak skrzyżowane kije hokejowe :)

wtorek, 12 września 2017

Pocztówka rozwiana

Jeszcze mnie nie ma trochę, nadrobię (mam nadzieję) zaległości, a na razie wysyłam Wszystkim Cierpliwie Zaglądającym bardzo rozwianą pocztówkę z najserdeczniejszymi pozdrowieniami...


I zapewniam, że nas z grani wiatr nie zdmuchnął, choć usilnie próbował... :)

sobota, 9 września 2017

I znowu słońce

Słońce, słoneczniki, nawłocie, rudbekie... i banany, banany też :), i pomarańcze oczywiście.
Wszystko co słoneczne i ciepłe.


Tym razem obie strony, choć nieco odmienne, wyraźnie "współpracują". Efekt mnie zadowolił, no i pojawiło się coś innego. Mam wrażenie ze ta zawieszka jest nieco zawadiacka. Ale może to tylko takie wrażenie, wszak i ja patrzę już na zdjęcia tylko.

Dziś mijałaby 56 rocznica ślubu moich Rodziców i Teściów. Właściwie rocznica jest, niezależnie od tego po której stronie życia są ci, których dotyczy. Tyle czasu.... Dobrze, że mamy te kilka zdjęć :) I jak ja się cieszę, że ślubna sukienka mojej Mamy te prawie dwa lata temu dostała nowe życie ;)

czwartek, 7 września 2017

I znowu błękitnie

Ale zawsze trochę inaczej.
Zerkam na zdjęcie Nyhavn (czyli po naszemu Nowego Portu) z Kopenhagi  podarowane nam przez Najstarszą z Kamzików i tak sobie myślę, że jakoś koloryt podobny.


Oczywiście na każdym monitorze każda zawieszka wygląda trochę inaczej...  Tu jak widać też na obu stronach pracowicie wykorzystywałam resztki nitek :).
Nie wiem czy wspominałam kiedyś, że te zawieszki, które mają każdą stronę inną, są w dotyku przyjemnie poduszeczkowate. Po prostu nie trzeba tu szczególnie dbać o "lewą" stronę robótki a wszystkie resztki nitek i przewleczenia dodają grubości. Miłe to w dotyku :)

Chciałam jeszcze pokazać Wam coś ciekawego. Na taki nagrobek natknęłam się na starym cmentarzu katolickim w Sopocie. Myślę, że pochodzi z połowy ubiegłego wieku, takie przynajmniej widnieją na nim daty śmierci osób pochowanych w tym grobie - sądząc po nazwiskach chyba rodzeństwa (1950 i 1962). Śliczny i niezwykły, prawda?




wtorek, 5 września 2017

Na upartego to i sowa tu jest ;)

Błękitne odreagowanie oranżów.

Tak, można tu się (moim zdaniem) dopatrzeć sowy albo i innego stwora, albo... zupełnie czegoś innego.
Bardzo mi pasuje ta błękitna obwódka.


Symetria wprowadza ład i spokój. Kolory ożywiają całość. Oczywiście są bardziej intensywne i urozmaicone niż na fotografii, taki to już mój los.
Zadziwia mnie nieustannie jak te "wytworki" przeobrażają się podczas robienia ich i jak kolory wpływają na swoje bezpośrdnie sąsiedztwo.

Tak sobie myślę, że pewnie wrócę do zakładek, trochę mi do nich tęskno, choć zawieszki mają ten plus że powstają szybciej, czyli szybciej widać efekt pracy... Jeszcze trochę ich mam do pokazania.:)

niedziela, 3 września 2017

Jeszcze inny ogień

Znowu w oranżach, powstawała z myślą o konkretnej osobie i do niej trafiła, o ile dobrze pamietam.


Kiedy na nią patrzę, mam wrażenie, że jest w ruchu. Próba utrzymania jakiejś symetrii prawie się udała.
Lubię takie oranże, lubię pracować w tymi kolorami, ale potem z czasem jakoś mnie nużą i "muszę" przechodzić do czegoś innego.
Niemniej na taki pochmurny jesienny dzień jak dzisiaj jest to dobry wizualny zastrzyk energii. :)

piątek, 1 września 2017

Z serii bardzo abstrakcyjnej

Doszłam do wniosku, że to też jest pewna seria. Co prawda to dopiero czwarta pokazywana tu zawieszka z motywem "bezładnych" kolorowych kropek, ale kolejne czekają na pokazanie i powstają.

Dla mnie to czysta zabawa kolorami. Powiedziałabym nawet zabawa formą, choć uczono mnie na studiach, że tak naprawdę podział na formę i treść jest sztuczny :). Lubię ten pozorny bezład - pozorny, bo jednak tworzy zdecydowaną harmonię kolorystyczną.



Tę właśnie zawieszkę pokazywałam w spontanicznym odruchu właścicielce nader urokliwej galerii rękodziała w Lutowiskach - bo pasuje do asortymentu - ale niestety okazało się, że sprzedawać mogą z zasady dzieła twórców z Podkarpacia. Może i dobrze - nie zostanie złamana zasada niesprzedawania moich drobiazgów ;). Ale spodobała się. Mnie też się podoba ;)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Też etnicznie

Dawno nie pokazywałam robótek, ale absolutnie nie z powodu lenistwa a z powodu braku czasu. Udało mi sie rozdać właściwie całość gromadzonych na sierpień zapasów, z czego bardzo się cieszę i mam nadzieję, że sie spodobały. No i teraz po przerwie sierpniowej znowu zapełniam kanwę krzyżykami....

Dziś kolejna z serii (w sumie tego typu zawieszek zrobiłam do tej pory 26, wczoraj z ciekawości policzyłam).


Zdecydowane kolory, wzór kojarzy mi się z Ameryką Południową, ale w sumie równie dobrze może kojarzyć się z ukraińskimi haftami. Lubię dawać czasem takie niejednolite obramowania, to troche jak obraz wychodzący na ramę (czasem tak robią malarze). Symetria zawsze uspokaja, choć przy tych barwach trudno mówić o pełnym spokoju :).

Sama z zadziwieniem na nią patrzę, bo teraz mam pod ręką raczej morskości i błękity, a tu był taki ogień :).

Pozdrawiam wszystkich ;)

wtorek, 29 sierpnia 2017

Buki

Srebrzystoniebieskie, gładkie pnie, liście w lesie zielone, a w parkach również ciemnoczerwone lub w takim nieokreślonym czerwonobrązowym kolorze.... Jeśli królem polskich drzew jest dąb, to buk z pewnością zasługuje na tytuł książęcy.
Zadziwiające, że bukowe lasy mamy zarówno na północy, jak i na południu kraju. Nad morzem i w górach. Może dlatego tak mi bliskie?
Przygotowałam dla Was galerię buków bieszczadzkich. Twardych, zaprawionych w bojach z mrozami i upałami (choć tych pierwszych pewnie znacznie więcej), z wiatrami i słotami.


Buki w Beskidach, nie tylko w Bieszczadach, są często wielopienne.  Tego lata doczytałam w przewodniku, że takie nietypowe formy drzew wynikają z faktu, że wyrastały na terenie, przez który przepędzano pasione stada - bydło i owce podgryzały młode drzewka... Tak przy okazji ciekawostka językowa - polanki, na których pasiono stada nazywano carynkami lub carynami i stąd nazwa (dziś nieistniejącej) wsi Caryńskie, a od wsi Połonina Caryńska (nie od żadnego cara ;) ).



A tutaj wszystkie drzewa są wygięte na wschód - to już chyba nie tyle zwierzęta, co zachodnie wiatry....

Czasem jest jak w parku, a czasem jak na uroczysku...





A to zdjecie ze szlaku z Wołosatego na Tarnicę. W pierwszej chwili nie wierzyłam własnym oczom: podjazd dla wózków???? Ale jak??? Dopiero z bliska okazało się, że to kamienie dodatkowo przytrzymujace zamontwane "stopnie" z desek zapobiegajacych przesuwaniu się gruntu... Takich stopni na tym szlaku jest kilkaset, jeśli nie okrągły tysiąc...


I na koniec jeszcze jedno uroczysko. Niełatwo wyrastało się  tym drzewom, ale efekt niezwykle malowniczy....


czwartek, 24 sierpnia 2017

Ślad

Rzeczywistość jest taka:


 A poza napisami....



Ciekawe czyje... błoto było już dość stwardniałe...  :)

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Wizja

Jeszcze co prawda nie wróciłam do pełnej normalności życia, ale już powoli wracam do możliwości swobodniejszego korzystania z internetu ;) = mam na to ciut wiecej czasu.
Chciałabym podzielić się dziś czterema zdjęciami niezwykłych obrazów, a właściwie fresków. Są dziełem Jana Henryka Rosena, który namalował je w 1936 r. Znajdują się w miejscu nie zwsze dostęnym, bo w starej kaplicy seminarium duchownego w Przemyślu. Jan Henryk Rosen jest także autorem fresków w katedrze ormiańskiej we Lwowie i tam to jest coś cudownego, ale i te freski przemyskie są moim zdaniem niezwykłe. Cztery wymowne sceny biblijne, podpisane, ale w sumie to podpisy nawet niekonieczne....





poniedziałek, 7 sierpnia 2017

The Queen

Królowa jednej nocy zakwitła, ale aż do tej pory nie mialam szans na wstawienie tu zdjęć.
Zapraszam do oglądania. Fascynujące jest wnętrze tego kwiatu. No i wielkość...






ostatnie zdjęcie rano po nocy kwitnienia...